Za Andrzejowym domem w Korzkwi była po prostu wielka stroma góra. Wiadomo, co się może wydarzyć, kiedy przyjdzie ulewa – masy ziemi spływają w dół. Pan Roman Kwiecień – człowiek od prac budowlanych i sprytnych pomysłów, zrobił za domem tarasy, pnące się w górę. To nie pomogło. Przyszła ulewa i tarasy spłynęły.
Andrzej przywiózł z wycieczki do Zawoi młode brzózki i od razu pojechał na budowę. Posadził je w nocy, przyświecając sobie latarką czołówką. Posadził krzywo, ale pomyślał, że się dostosują i wyprostują. Pomógł im palikami. Wtedy żona Ala powiedziała: To wygląda jak winnica. Winnica…? Czemu nie! I Andrzej kupił w markecie budowlanym pierwsze sadzonki. Pierwsze koty za płoty! Sadzonki też spłynęły wraz z ulewą.
Zabrał się więc za to solidnie. Poznał Romana Myśliwca – winiarskiego guru z Jasła, zwanego Polskim Dionizosem. Dowiedział się, co i jak sadzić. Sadził popołudniami, po pracy, sadził w nocy, bo wtedy jeszcze rodzina Domagałów nie mieszkała w Korzkwi – dom dopiero powstawał. Razem z nim rosła też winnica. Chociaż trzeba uczciwie powiedzieć, że to miał być „tylko” ogród winoroślowy – estetyczny widok, czysto wizerunkowy pomysł. Ale kiedy pojawiły się owoce, głowa Andrzeja zaczęła pracować…

2007 rok – pierwszy zbiór, ręczne wyciskanie przez tetrowe pieluchy. I 80 litrów własnego wina! A potem Andrzej kupił prasę i zaczęło się wyciskanie na większą skalę.
Dzisiaj w winnicy Pańskie Łąki rosną odmiany hybrydowe. Białe – Bianca i Jutrzenka oraz czerwone – Regent, Marechal Foche, Cabernet Cortis. W 2012 na kongresie winiarzy w Łańcucie Regent i Marszałek zostały wysoko ocenione.
Że winnice w Polsce, pod Krakowem? Dlaczego nie! Skoro wino produkuje zimna Kanada i deszczowa Anglia, to dlaczego nie w Polsce? Odmiany hybrydowe są odporne na mróz, owoce można zbierać w październiku.
Winiarze butikowi – do tak uroczo nazwanej grupy zalicza siebie winiarz Andrzej Domagała z Korzkwi. Jego winnica Pańskie Łąki to 10 arów i 350 krzewów winorośli. Nieustannie je odnawia, dosadza kolejne. Jego naturalnymi nieprzyjaciółmi są ptaki, które przylatują tu jak do darmowej stołówki. Trzeba chronić winorośl siatką. Kosy i szpaki to prawdziwa plaga. Był rok, kiedy Andrzej zebrał pół wiaderka winogron… Ale bywają i lata tłuste – taki był 2018: 350 litrów wina!
We włoskich winnicach podpatrzył, że między winoroślą sadzi się różane krzewy. Piękny widok, uczta dla oka estety. Ale ma to i praktyczną stronę – kiedy róże zaczynają chorować, to i winorośl będzie za chwilę mieć problemy.
Na świecie jest nadprodukcja wina. Dlatego Andrzej Domagała uważa, że nadchodzi czas małych upraw połączonych z jakąś historią tego miejsca. Winnica Pańskie Łąki, to właśnie takie połączenie.