Winnica „Przybysławice”…? To idealnie pasuje do tytułu naszej gazetki! Trzeba więc było zobaczyć, jak ona wygląda. Tym bardziej, że na facebookowym profilu i stronie internetowej świetnie prezentują się butelki wina z tej winnicy z gustownymi, ciekawie zaprojektowanymi etykietami.
Marcin Litwa pochodzi z Przybysławic. Dziadek skrzętnie dokumentował historię tej miejscowości, tata nadal tu mieszka, podobnie jak większość rodziny. Marcin – teraz już krakowianin – sercem pozostał w Przybysławicach i tu właśnie założył winnicę. Na południowym stoku, ponad 300 m n. p. m. z widokiem na Kraków, a przy dobrej pogodzie i braku smogu – także na Tatry. Idziemy między starymi drzewami owocowymi, tradycyjnymi uprawami, ale i eksperymentalnie w tym roku posadzonymi przez tatę arbuzami i melonami. I wreszcie jest winnica!
Pomysł na nią ma włoskie korzenie. Marcin z żoną przed kilku laty zarazili się urodą włoskich winnic. W 2013 Marcin Litwa zdecydował – będzie uprawiał winorośl i robił wino. Nikt z rodziny nie miał nic przeciwko temu, żeby na 30 arach wyciąć stare czereśnie i rozpocząć uprawę. Najpierw trzeba było przygotować glebę, bo pod wino musi mieć odpowiednie PH, mikro- i makroelementy. Trzeba ją przeorać i napowietrzyć. Wreszcie! W 2014 roku odbyły się pierwsze nasadzenia – 1200 krzewów. Odmiany hybrydowe, dopasowane do tutejszego klimatu, odporne na mróz i grzyby. W winnicy „Przybysławice” pojawiły się najpierw odmiany: na wina czerwone – Leon Millot, Marechal Foch, Regent, Rondo Cabernet Cortis oraz Solaris, Seyval Blanc, Johanniter i Hibernal – na wina białe. Niektóre z nich później zostały wykarczowane i zastąpione innymi.
Przed rokiem można było świętować – Marcin wyprodukował po raz pierwszy naturalnie musujące białe wino. Takie, którego fermentacja kończy się w butelce i stąd biorą się bąbelki. Być może słowo „produkcja” nie pasuje do takich upraw, jak ta. Przybysławicki winiarz podkreśla, że nie stosuje herbicydów, a opryski ogranicza do niezbędnego minimum. Chociaż nie ma certyfikatu uprawy ekologicznej, to swoje wino wytwarza w sposób naturalny, a nawet…wegański! Czyli bez dodatków pochodzenia zwierzęcego.
Przywiązanie do tradycyjnego rolnictwa powoduje, że kiedy się ogląda tę winnicę, stary sad owocowy, uprawy, łąkę, to ma się poczucie, że czas się tu zatrzymał. A do tego zbiór owoców w towarzystwie rodziny i przyjaciół, sprawia, że czują się wszyscy jak na winobraniu we Francji. Rano zbierają winogrona, potem siedzą, rozmawiają, piją wino. Po prostu inny świat!
„Moja praca przy pielęgnacji winnicy i produkcji wina to nieustanna nauka oparta na doświadczeniach własnych, jak i doświadczeniach innych polskich winiarzy – moich przyjaciół.” – pisze na stronie internetowej Marcin. W planach ma kolejne 30 arów rodzinnej ziemi pod winorośl i znowu 1200 sadzonek. Tyle na razie wystarczy, bo winnica to druga praca. Ale dla pasjonatów – także ogromna przyjemność.
Kto nie pija wina, ten raczej wybiera słodkie, twierdzi Marcin, a wino w produkcji jest wytrawne, bo cukry zgromadzone w gronach w wyniku fermentacji zamieniają się w alkohol. Dlatego jego wina, po zarejestrowaniu działalności, kupują ci, którzy doceniają taki trunek. Opisy tych win znajdziecie na stronie internetowej, napijecie się ich w dwóch wine barach na krakowskim Kazimierzu. Ale najlepiej umówcie się z Marcinem Litwą w jego winnicy, wtedy to wino nie będzie tylko zakupem, ale smakiem i wspomnieniem, które mają realne kształty.