Jeśli ktoś przygląda się temu z boku, to – nuda… Może dlatego, że tu najważniejsze są opanowanie i spokój . Emocje nie są dobre. Wychodzi ci, kiedy myślisz, że grasz o pietruszkę. Dlatego początkującym idzie jak po maśle. Do czasu… Bo technika jest ważna, a ją szlifuje się przez doświadczenie. Doświadczony gracz wie, jak rzucać, ma swoją taktykę.
Ta gra to bule.
Pochodzi z Francji, tam nazywana jest pétanque. Francuzi grają w nią od stu lat, w Polsce jest obecna od pół wieku, a Piotr Miklaszewski gra w petankę od dwóch dekad. Pierwszy raz zobaczył tę grę w Chorwacji, choć tam mają swoją odmianę kul – są one większe, nie ze stali, gra się na długich betonowych boiskach i wszystko to przypomina nieco grę w kręgle. Grają wyłącznie mężczyźni. Piotrowi i jego koledze udało się dołączyć do chorwackich graczy i tak złapali bakcyla.
A potem była Francja. Tam rzuca się od góry stalowe kule o określonej wadze. W tym wszystkim chodzi o to, żeby jak najwięcej kul postawić przy śwince – małej drewnianej kulce. Każdy gracz ma trzy kule. Francuscy gracze to także mężczyźni, choć tam zdarzyło się Piotrowi i jego żonie Kasi widzieć zespoły złożone wyłącznie z kobiet. Mieszanych drużyn nigdzie nie widzieli. Francuzi noszą najczęściej bule ze sobą i grają gdziekolwiek: na trawniku, na piasku czy gołej ziemi.
Ale Piotr podszedł do sprawy metodycznie i kiedy budował dom, to zbudował także bulodrom, bo już wtedy, 20 lat temu, wiedział, że chce regularnie grać.

Klimat i atmosfera tej gry są wszędzie takie same. Chodzi o popołuniowo – wieczorne spotkanie ludzi, granie, dyskutowanie, sączenie wina, czyli wspólne spędzanie czasu. Piotrowi Miklaszewskiemu bardzo to odpowiada i z korzkiewskimi sąsiadami gra w bule w piątkowo – sobotnie wieczory od wiosny do jesieni. Czasem przyjeżdżają też znajomi gracze z Krakowa. Najlepiej jeśli liczba graczy jest parzysta.
Dorosłych już synów Piotra gra w bule interesuje…umiarkowanie. Trzeba uczciwie przyznać, że to rozrywka dla ludzi dojrzałych, którzy potrafią docenić jej walory – relaks i odskocznię od codzienności. Dla młodych to może być mniej atrakcyjne od innych aktywności.
U Piotra gra się francuskimi kulami, wyprodukowanymi przez legendarną firmę Obut. Oczywiście nie ma co przesadzać z certyfikatami w takiej wyłącznie towarzyskiej obsadzie, a nie zmaganiach zawodniczych, ale chodzi o to, żeby kule były dobrze wyważone, a to gwarantuje profesjonalny producent.
Proszę się jednak nie obawiać – ta aktywność nie wymaga drogiego sprzętu, specjalnego stroju, wykwalifikowanego instruktora ani wysokiej formy fizycznej. Jeśli więc chcemy nawiązywać społeczne więzy lub je podtrzymywać, to warto z przyjaciółmi, sąsiadami, znajomymi zacząć grać w bule.